Piątek 27.05.2011r. dzwoni Karol i pyta czy nie zagram w ostatnim meczu Amatorskiej PLUS Ligi. Z powodu nowej pracy, i zmian w składzie miałem długą przerwę w graniu, dlatego szczególnie entuzjastycznie zareagowałem na możliwość zagrania. Lubię siatkówkę. Sobota 28.o5.2011r. zapowiadała się iście siatkarsko. Miał to być taki maraton turniejów gry w siatkówkę. najpierw o 9:00 mecz w Bydgoszczy w ramach PlusLigi, potem turniej o Puchar Burmistrza w Nowem, co szczególnie mnie podniecało bo to moja rodzinna miejscowość. Chęć grania tym większa iż miałem dwumiesięczną przerwę. Pod halę na Kromera przyjechałem pierwszy. Reszta drużyny nieco spóźniona. W związku z tym mam więcej czasu na rozgrzewkę. Spokojnie się przebrałem i zacząłem rozgrzewać ciało.
mecz rozpoczął się punktualnie, graliśmy przeciwko drużynie ze Żnina. Pierwszy set zagrany w lekkim Chaosie, ale moja gra nie najgorsza jeden atak, kilka bloków, dobra zagrywka. To nie przechwałki, ale na prawdę całkiem dobrze mi szlo a to dopiero pierwszy set. Kilka przejść, gra na styku punktowym z przeciwnikami...
Nagle potężne uderzenie w piętę, jakby cegłą, i słyszalny strzał pękającego rzemienia. Jak upadałem na podłogę za mną stal Radek, byłem pewny że to on mi nastąpił na nogę. jednak to nie on. Kolejna przyczyna to zablokowana noga pod drabinką, ale odległość upadku od drabinki jest zbyt duża. Sędzia stwierdza że to może być zerwane ścięgno. A tu w perspektywie kolejne trzy mecze.
Plan jest taki... Izba w miejskim, opatrunek, i dalej jazda do Nowego. Niestety! Izba w miejskim w ten dzień nie pełniła dyżuru, więc czekała mnie przeprawa przez Bydgoszcz do szpitala wojskowego na drugim końcu zakorkowanego miasta. Oczywiście stan nogi nie pozwolił mi na samodzielną jazdę samochodem. szybka reakcja mojej Kasi i już jadę do szpitala. Tam szybka rejestracja i godzinne czekanie na "uprzejmego" lekarza.
W końcu nadszedł mój czas...
- Pan Kruck, zawołała piguła...
- co się stało? - tłumaczę całą sytuację...
Diagnoza ZERWANE ŚCIĘGNO ACHILLESA - trzeba operować...
- Jaka Pana decyzja dzisiaj czy za dwa tygodnie?
uwierzcie, to nie jest fajnie podejmować takie decyzje... zresztą bylem pewny że założą mi jakiś opatrunek i wypuszcza do domu z nakazem smarowania altacetem...
Niestety skończyło się tak jak pokazuje foto. obok. Operacja jeszcze tego samego dnia. Przyjechali po mnie w piętnastej minucie finału Ligi Mistrzów. Skończyli kiedy już było 3:1 dla Barcelony. Nic nie czułem. Zero bólu, nawet nie wiem kiedy zaczęli ciąć. Potem tylko nieprzespana noc z gipsem do wysokości uda. Gips mokry i ciężki. Byłem załamany.
W poniedziałek wypisali mnie do domu. Początkowo czułem się z moim inwalidztwem beznadziejnie. Potem powoli się przyzwyczajałem. Pierwsze dni to upały i straszne męczarnie. W najbliższy weekend udało się wyjechać do Kruszwicy. dzięki temu pobyłem trochę na świeżym powietrzu w ogrodzie, grillując i popijając piwko. Stąd tez odrobina chęci aby napisać tego posta. Pozwoliło to trochę zabić czas i bardzo powolne odliczanie dni. Najpierw do kolejnej wizyty u lekarza, potem do ściągnięcia szwów, potem do skrócenia gipsu no i w końcu do całkowitego ściągnięcia.
Kontynuując pisanie już wiem że za 10 dni skróca mi gips do kolana. To umożliwi mi łatwiejsze poruszanie. Nawet może wzbogacę się o auto z automatyczną skrzynią biegów, a to oznacza nawet możliwość samodzielnego podróżowania.
W końcu nadszedł mój czas...
- Pan Kruck, zawołała piguła...
- co się stało? - tłumaczę całą sytuację...
Diagnoza ZERWANE ŚCIĘGNO ACHILLESA - trzeba operować...
- Jaka Pana decyzja dzisiaj czy za dwa tygodnie?
uwierzcie, to nie jest fajnie podejmować takie decyzje... zresztą bylem pewny że założą mi jakiś opatrunek i wypuszcza do domu z nakazem smarowania altacetem...
Niestety skończyło się tak jak pokazuje foto. obok. Operacja jeszcze tego samego dnia. Przyjechali po mnie w piętnastej minucie finału Ligi Mistrzów. Skończyli kiedy już było 3:1 dla Barcelony. Nic nie czułem. Zero bólu, nawet nie wiem kiedy zaczęli ciąć. Potem tylko nieprzespana noc z gipsem do wysokości uda. Gips mokry i ciężki. Byłem załamany.
W poniedziałek wypisali mnie do domu. Początkowo czułem się z moim inwalidztwem beznadziejnie. Potem powoli się przyzwyczajałem. Pierwsze dni to upały i straszne męczarnie. W najbliższy weekend udało się wyjechać do Kruszwicy. dzięki temu pobyłem trochę na świeżym powietrzu w ogrodzie, grillując i popijając piwko. Stąd tez odrobina chęci aby napisać tego posta. Pozwoliło to trochę zabić czas i bardzo powolne odliczanie dni. Najpierw do kolejnej wizyty u lekarza, potem do ściągnięcia szwów, potem do skrócenia gipsu no i w końcu do całkowitego ściągnięcia.
Kontynuując pisanie już wiem że za 10 dni skróca mi gips do kolana. To umożliwi mi łatwiejsze poruszanie. Nawet może wzbogacę się o auto z automatyczną skrzynią biegów, a to oznacza nawet możliwość samodzielnego podróżowania.
3 komentarze:
co za opis ;P
bo mnie to ruszyło
nawet jest wspomniane o Karolku! jestes jednym z bohaterow.
Prześlij komentarz