1.11.2010

Mam swoje drzewo...

Podobno, każdy musi to przejść. Prędzej czy później. Ja doświadczyłem tego minionej soboty. Piękny zagielek w Nowych Marzach, drugi start, pewne latanie i... olcha, która nagle pojawiła się na linii mojego lotu. nawet nie zdążylem się przestraszyć. Krzyknąłem tylko q..... i już przytulałem się do konara jakieś 15m nad ziemią.
mieliśmy już kończyć latanie no ale moje lądowanie przedlużyło sie o jakieś 2godziny bo tyle spędziłem na drzewie. Na szczęście byli dobrzy ludzie, którzy mi pomogli. Jarek, który miał piłę i linkę, Paraya$, który wszystko archiwizował, oraz Asia i Piotr. Ci wspaniali ludzie pomogli mi zejść, ściągnąć skrzydło i ogolocić olchę.

Dzięki ich pomocy jestem cały, skrzydlo jest całe no i co najważniejsze mam swoje drzewo...

Brak komentarzy: